motyle.info - Portal lepidopterologiczny
ForumChatPomocSzukajUżytkownicyPopularne książkiStatystykiGaleriaDownload

Menu
Strona Główna
Ankiety
Użytkownicy
Szukaj
Rejestracja
Redakcja
Statystyki

Zawartość Portalu
  Towarzystwo
   Ochrony Motyli   


  Baza danych
"-Zawisaki Polski"


  Rozmieszczenie motyli
dziennych w Polsce


  Artykuły

  Wywiady

  Popularne książki

  Hodowla

  Wabienie do światła

  Wabienie do przynęty

  Przechowywanie motyli

  Fotografowanie motyli

  Ciekawostki

  Motylarnia



Ostatnie tematy
» Gatunek
» Czyja to gąsienica?
» co to za gatunek
» Oznaczenie
» Pomoc w oznaczeniu ćmy
» Co to za gąsienica
» Terrarium do odchowu gąsienic Attacus atlas.
» Nie widzę tego w moim atlasie...
» Jakie to gąsienice
» Sprzedam jajka oraz gąsienice Morpho peleides, Caligo martia
» Motyle do kolekcji
» Czy to Ematurga atomaria ? I motyl z prośbą o oznaczenie.
» Klasyfikacje motyli
» Czy to Conistra rubiginea? I motylek z prośbą o oznaczenie.
» Czy to Earophila badiata? I motylek z prośbą o oznaczenie.
» Identyfikacja gąsienicy
» Strony z ogłoszeniami sprzedaży motyli egzotycznych.
» Woliera gabaryty

Linki


Forum Entomologiczne



Zawisaki Polski



Motyle Europy Centralnej



Polskie Towarzystwo Entomologiczne



Fotografowanie motyli

W tym dziale znajdują się wszelkie materiały dotyczące fotografowania. W miarę upływu czasu, będą dodawane nowe - zapraszamy do ich nadsyłania.

W chwili obecnej znajduje się tu obszerny artykuł na temat fotografii makro z uwzględnieniem motyli, autorstwa Adama Grochowalskiego.

Uwaga: Każde zdjęcie jest linkiem do pliku o orginalnej rozdzielczości. Ponieważ w artykule opisywana jest dokładność zdjęć, orginały nie były ponownie kompresowane - wiąże się to z dużym rozmiarem plików: od 100 kb do 1,2 mb.



" O fotografowaniu motyli i innych małych obiektów niekoniecznie latających. "

Nie wiadomo, kto i kiedy i po co, ale ten co wymyślił motyle, to był pomysłowy gość. Jak na Królestwo Zwierząt przystało w systematyce te miłe fruwające stworki należą do gromady owadów (oj, to prawdziwa gromada) a ich najbliższe dane to: łuskoskrzydłe.
Tak się składa, że ani człowiek, ani inny gad nie przepoczwarcza się ani nie ma stadium gąsienicy, która jakością w kwestii rozwoju cywilizacji przypomina baaardzo zaprzeszły czas. Przez jakość rozumiem jej dość paskudny sposób odżywiania i kiepską jak na parówkowaty kształt zdolność do fruwania, którą posiadło bez żadnych wątpliwości jej kolejne wcielenie, a raczej wcielenie wcielenia, bo po drodze zostaje jeszcze coś, co już zupełnie nie przypomina niczego do fruwania, czyli hermetycznie zamknięta w chitynowej kapsule poczwarka. Gąsienica też nie ma żadnych powodów aby się rozmnażać i tą kwestię w całości odkłada na później, gdy już problem fruwania stanie się faktem.
Mnie fascynuje to, że gąsienica - lubiąca zielone sałatki z różnych liści jak już stwierdzi (a raczej za nią stwierdzają to odpowiednie formy białka) że się napchała do syta zaczyna tworzyć coś, co jest po chwili skorupką wypełnioną tylko płynem. Aż trudno uwierzyć, że z tej płynnej zawartości w niektórych przypadkach już po kilku dniach wyfrunie nieprawdopodobnie ukształtowany motyl. Bynajmniej nie podobny do swojej formy preimaginalnej i zapewne nie mający pojęcia, na którym krzaku było jego dzieciństwo.
I właśnie to mnie fascynuje. Nie tylko piękno kolorów i kształtów motyli, ale i ich form z poprzednich wcieleń.
Całość przygody zaczyna się od jajeczka. No tak i tu znów mogliby spierać się filozofowie co było najpierw. Z kurą nie byłoby tyle problemów, bo mogło być tylko albo kura albo jajo, a tu: aż 4 możliwe przypadki. Jajo, larwa, poczwara i forma doskonała.
Zwróćcie uwagę, że w przypadku niektórych motyli jajo ma mniej niż 0,1 mm. Gąsienica potrafi dorosnąć do kilkunastu centymetrów i zwiększyć masę nawet do kilkunastu tysięcy razy. Poznane motyle różnią się wymiarami w podobnym zakresie. Są takie, które mają rozpiętość poniżej 5 mm, ale te "maxi" to potrafią machać skrzydłami szerokimi na 30 cm (Thysania agrippina czy Attacus atlas - warto tu zaglądnąć! :

http://www.junglejimsbugs.com/InLargAgrip1.htm
http://www.naturia.per.sg/buloh/inverts/atlas_moth.htm

  Specyfika fotografowania motyli

Motyle nie są wyjątkowym obiektem w makrofotografii jeśli nie brać pod uwagę ich ulotności. W większości przypadków fotografowanie tych zwierząt w postaci imago, a więc motyla w naturze nie jest łatwe i wymaga po pierwsze dużej cierpliwości i związanej z tym sporej ilości czasu a po drugie dobrej znajomości biologii tego owada. Dotyczy to szczególnie gatunków motyli nocnych czyli ciem. Musimy wiedzieć gdzie szukać konkretnych gatunków i jak mogą się zachować w przypadku, gdy ujrzą nasze oko przez obiektyw. Wiele jest gatunków płochliwych, którym zrobienie zdjęcia graniczy z cudem, są jednak takie, które można wziąć na gałązkę, przesadzić na wygodniejsze miejsce lub na takie, gdzie tło się będzie lepiej komponowało. Znajomość biologii pozwoli uniknąć przypadku, gdy motyla lubiącego spijać soczyste odchody umieści się na pachnących nieco odmiennie kwiatach. Są i takie motyle, które kwiatów i innych pachnideł w ogóle nie odwiedzają, gdyż mają zredukowany aparat gębowy i bazują na pozostałości tego, co zgromadziły za życia jak były larwami. Motyle takie spotkamy gdzieś w trawie lub na pniach (np. niektóre prządki i pawice).
Fotografowanie w naturze jest bardzo wdzięczne i daje dużo satysfakcji, gdyż jest formą polowania, dając upust żądzy drzemiącej w zwierzęcych elementach naszego zapisu genetycznego. Słoneczne dni w naturze dostarczają odpowiedniej ilości światła aby użyć krótkich czasów pozwalających "zamrozić" ruch motyla, ale często kontrast jest wówczas zbyt duży i zdjęcia wychodzą nienaturalnie 'spalone'. Wykorzystanie tak dużej luminacji jest rzeczą trudną, jakkolwiek w wielu przypadkach znakomicie może być wykorzystane dla obiektów o matowych powierzchniach, do których należą skrzydła motyli. Należy tyko uważać, aby nie fotografować jasnych motyli na ciemnym tle w słoneczne dni. Kontrast jest zbyt duży.
Ja wolę dni pochmurne lub nawet gdy pada niewielki deszcz. Znalezione wtedy motyle w naturze są nieco spokojniejsze a i oświetlenie jest mniej kontrastowe. Jeśli używa się statywu, a obiekt (zwykle) pozwoli na zbliżenie, można uzyskać najlepsze efekty, szczególnie pod względem plastyki i kompozycji tonalnej. Mamy też zdecydowanie więcej czasu na właściwe skadrowanie i wybranie odpowiedniego momentu do zapisu obrazu, o czym trudno gdy motyl jest aktywny w pełnym słońcu.
Ja w swojej praktyce, niestety, ale rzadko fotografuję w naturze z powodu głównie braku czasu na wielogodzinne polowania. Bezwzględnie jednak uważam tą formę kontaktu z naturą za najlepszy sposób dokumentowania i artystycznego spojrzenia na życie motyli i z podziwem oglądam nowe zdjęcia motyli wykonane w naturze.
Wieloletnie zamiłowanie do hodowli tych owadów w domu pozwalają mi na uwiecznianie na zdjęciach momentów trudnych do zaobserwowania w naturze, albo rzadko spotykanych. Mówię tu na przykład o zmianie zachodzącej w jajeczkach i pojawianiu się widocznej przez skorupkę ruchliwej gąsienicy, albo wykluwających się z ciała gąsienic lub poczwarek różnych form pasożytów. Jest to okazja do zaobserwowania momentu linienia gąsienicy tworzącej poczwarkę i jej dalszych zmian czy też wylęgu motyla z poczwarki.
Jakkolwiek w przyrodzie też można zrobić zdjęcia takich momentów, to w większości jest to kwestia przypadku, również jeśli chodzi o uzyskany efekt.
No tak, słychać te narzekania! Nie każdy ma zamiłowanie do wspólnego zamieszkiwania z gromadą świata owadziego, ale jest to jednak świetny sposób na codzienny kontakt ze specyfiką życia tych stworzeń z możliwością uwieczniania dowolnej chwili, gdy tylko uznamy, że jest tego warte. No i to, o czym piszę tutaj: możliwość manewrowania światłem, arsenałem optyki oraz tłem. Wszystko podparte na statywie.

 

   Ale teraz już na poważnie.


Rozważając chęć skompletowania swojej kolekcji makro - foto, trzeba więc wziąć pod uwagę, że musimy mieć bardzo uniwersalne zapasy optyki. Wynika to z tego, co napisałem powyżej, a więc wymiarów geometrycznych naszych obiektów.
Może jako slogan, ale wypada mi to powiedzieć, że w tym przypadku musi to być lustrzanka jednoobiektywowa. Motyle i inne owady fotografujemy z bliska i kompakty nie nadają się do tego zupełnie nawet, gdy mają "super makro", gdyż nie ma praktycznie żadnej kontroli nad ostrością i kompozycją obrazu. Pomijam przypadek cyfrówek z podglądem na LCD, ale w plenerze i w ogóle przy mocnym świetle ten podgląd nie pozwala na właściwe komponowanie obrazu. Poza tym wyświetlacz LCD nie pozwala na sprawdzenie ustawienia ostrości tak dokładnie, jak wizjer pryzmatyczny z matówką. Kolejna zaleta lustrzanek to kwestia wymiennej optyki. Tu mamy już do wyboru czego dusza zapragnie i kwestią staje się wyłącznie cena.
Często jestem pytany: czy do fotografowania z bliska muszą być obiektywy typu "makro"? Wiadomo w czym problem - są drogie. Odpowiedź brzmi: generalnie nie. Większość obiektywów standardowych i krótkich "tele" po założeniu pierścieni pośrednich lub nałożeniu na obiektyw zamiast filtra specjalnej soczewki zapewnia możliwość zrobienia silnych zbliżeń. Problem polega jednak na tym, że te "makro" obiektywy ktoś obliczył do fotografowania z bliska, a te inne nie. Dlatego też jeśli zdecydujemy się robić makro używając popularnych obiektywów i pierścieni pośrednich czy soczewek, możemy spodziewać się przede wszystkim poważnej utraty ostrości. To już jest typowy kompromis i kwestia - "coś za coś".

Weźcie pod uwagę, że nawet stare konstrukcje obiektywów "makro" pozwalały na fotografowanie z możliwością zapisu obrazu w skali 1:1, czyli bez żadnych pierścieni można zrobić motyw 24x36mm - tyle ile ma wymiar klatki filmu. W przypadku nowych lustrzanek cyfrowych problem ten jest jeszcze ciekawszy, gdyż matryca to 2/3 wymiaru klatki filmu, więc i obiekt o wymiarach matrycy można zapisać jako pełny obraz. Zysk w zakresie "makro" jest więc dla aparatów cyfrowych bezdyskusyjny!


Pod względem optyki polecałbym za najbardziej uniwersalny obiektyw do makrofotografii o stałej ogniskowej w zakresie 100 - 135mm. Broń Boże zoom! Wiele firm oferuje obecnie jako standard 105/2.8 makro. (Nikon, Minolta, Canon, Pentax, Sigma, Tamron, Vivitar i inne). Od lat jestem fanem Nikona, dlatego też na jego bazie postaram się przybliżyć Wam tajniki makrofotografii, jakkolwiek przesiadka na inną firmę nie stanowi tu żadnego problemu ani merytorycznego ani technicznego, no, może za wyjątkiem Canona, którego już dawna rezygnacja z ręcznego ustawiania przysłony (brak pierścienia) ogranicza możliwości "makro", że nie wspomnę o "mikro". Canon wypuścił niedawno rewelacyjny obiektyw do mikrofotografii, ale o cenie nawet nie wspomnę. Ciekawych zapraszam do Internetu.

  A teraz nieco o szkłach.

Obiektywy zmienno ogniskowe (zoomy) z zasady nie nadają się do makrofotografii. Pragnę tu podkreślić to, bo na ten temat napisano tomy. Składają się ze zbyt wielu soczewek i ruchomych elementów i nie są obliczone do ujęć z bliska. Oczywiście, że z pierścieniami czy innymi soczewkami nasadowymi nawet kiepskie zoomy pozwolą na skadrowanie nawet mrówki, ale jakość otrzymanego zdjęcia nie pozostawi złudzeń, że do makrofotografii stosować należy obiektywy stało-ogniskowe. Ta reguła ma oczywiście wyjątki. Jednym z nich jest (mam to szczęście go posiadać) nowy Nikkor 70-180/2.8-4 D ED Macro, z możliwością makro 1:1. Ze względu na szkła ED (o bardzo niskiej dyspersji światła) rysuje niebywale ostro w każdym ustawieniu i jest niezwykle poręczny. Od prawie roku używam wyłącznie tego obiektywu do makrofotografii w zakresie do 1:1. To bardzo zaawansowana i dość kosztowna konstrukcja, niemająca jak na razie konkurencji.
Jeśli na uczniowską lub studencką kieszeń nie stać na wydanie kilku tysięcy zł na obiektyw makro spróbujcie z obiektywem standardowym i pierścieniami. W tym przypadku zestaw pierścieni o długości ok. 5cm pozwoli na uzyskanie odwzorowania blisko 1:1. Mam w swoich zapasach Nikkora 50/1.8 D (kupiony na giełdzie za 400 zł), który jest rewelacyjnym obiektywem do współpracy z pierścieniami. Po prostu jest tak skorygowany, że z kompletem pierścieni pośrednich 58 mm Nikon - BR 11A+ 12 + 13 zapewnia niezwykłą wprost ostrość szczegółów (zdj. 1).

  Ten sam obiektyw, jeśli go obrócić (gwintem na filtry do "body" - można do każdego systemu kupić odpowiednie pierścienie odwracające) uzyskamy jeszcze większe powiększenie obrazu. Tą ostatnią formę wykorzystuję najpowszechniej do silnych zbliżeń. O, właśnie jajeczka, młode gąsienice i mnóstwo innych motywów. Jest jednak jeden warunek. Obiektyw odwrócony nie może być domknięty (przysłona) do maksymalnej wartości (zwykle 22,32). W tym przypadku zdjęcia będą całkiem nieostre, gdyż następuje bardzo silna aberracja. Jeśli jednak domknąć do "8" lub ostatecznie do "11" zdjęcia są ostre jak brzytwa (zdj. 2)!


  Pozostaje problem nowej generacji obiektywów z brakiem pierścienia przysłony (Canon, Nikon seria G). W tym przypadku polecam starsze obiektywy, niekiedy na giełdzie bardzo tanie, a zupełnie doskonałe optycznie. Mogą być bez żadnej automatyki, gdyż i tak je odwracamy i cała ta automatyka tylko przeszkadza. Jeśli chcecie fotografować jeszcze mniejsze obiekty (np. aż do 4x5 mm) polecam obiektywy 35, 24 i 20 mm - odwrócone. 20-tka po odwróceniu pozwala bez żadnych dodatkowych pierścieni na zdjęcie obiektu o podanym wymiarze. W tym przypadku przysłona "8" jest jedyną wartością, dla której obiektyw Nikkor 20/2.8D rysuje wręcz niewiarygodnie ostro (zdj. 3). Każda inna wartość przysłony poza "8" w dół i górę (4, 5,6 i 11, 16) powoduje gwałtowny spadek ostrości.


Jest jeszcze inny sposób na niezwykle silne zbliżenie - spójrz na zdjęcie oka muchy octówki (0,4 mm!!!) - zdjęcie 4 i zdjęcie 5 - jaką konstrukcją to wykonałem.

Body Fuji FinePix S2 pro + telekonwerter SOLIGOR 2x (siedmiosoczewkowy) + pierścień Nikkor PN-11 (58 mm) + obiektyw Mikro Nikkor 200/4 D ED + soczewka makro Nikon 6T (na zdjęciu jest body Nikon F90X).

Całość ważąca blisko 2 kg musi oczywiście być osadzona na solidnym statywie. Do ustawienia ostrości nie polecam ruszania aparatem ani statywem, ale obiektem umieszczonym na małej podstawce. W tym przypadku zakrętka od słoika, na której umieściłem liść pokrzywy i lekko podchmieloną browarkiem muszkę. Zdjęcie z lampą błyskową jest jedynym rozwiązaniem, gdyż pozwala na uzyskanie wystarczającego oświetlenia przy tak długiej drodze światła do powierzchni filmu lub matrycy. Zestaw ten konsumuje sporo światła, w przeciwieństwie do tylko odwróconej np. 20-tki, gdzie nie ma żadnych strat światła! Przy przysłonie "8" i czułości 200 ASA można przy pochmurnej pogodzie robić odwróconym Nikkorem 20/2.8 na 1/30 - 1/60s. Jeśli aparat podeprzeć na statywie, nie ma problemu ani z kompozycją, ani kwestią poruszenia! Dokładnie odwrotny problem jest z tym wydziwiastym zestawem, który jednak pomimo diabelnych kłopotów z ustawieniem ostrości i kadru - jeśli się trafi, a to już kwestia czasu - pozwala na uzyskanie niewyobrażalnie wysokiej ostrości, przy tak potężnym powiększeniu. Oczywiście 200-tkę ustawiamy też na "8" (zobacz też zdjęcie 6 przedstawiajace łuski na skrzydle motyla).




  No dobrze, namawiałem do obiektywu 105 mm, a piszę o zupełnie innych konstrukcjach. Ale to były przypadki skrajnie dużych powiększeń. Do owadów czy innych obiektów o w miarę namacalnych wymiarach pragnę ponownie polecić obiektywy 105 mm makro. Obiektywy te pozwalają na dość dobre zbliżenia z odległości znacznie większej niż obiektywy standardowe (50, 55 i 60 mm). Ta większa odległość nie jest bez znaczenia, gdyż pozwala po pierwsze na znacznie pewniejsze podejście do obiektu, a po drugie na lepszą operację światłem. W plenerze obiektywy krótsze często wymuszają tak bliskie zbliżenie, że obiektyw rzuca cień. Poza tym dłuższa ogniskowa pozwala na rozmycie bardzo często przeszkadzającego tła i skupieniu ostrości na fotografowany motywie.

  No i jeszcze jedna kwestia. Lampa błyskowa czy nie? Praktyka i tak okaże się wyrocznią. Ja staram się raczej unikać lampy błyskowej, choć warunki oświetleniowe niekiedy zmuszają mnie jedynie do doświetleń. Jeśli komuś z Was uda się wejść w posiadanie dwóch książek amerykańskich autorów: John Shaw: "Closeups in Nature", czy Lary West "How to photograph insects and spiders", którzy gorąco polecają lampy błyskowe do makrofotografii (zresztą prezentując rewelacyjne zdjęcia) musze powiedzieć, że jest to rozwiązanie mało komfortowe i jeśli ktoś z Was (bo ja nie) ma tyle czasu co ci dwaj panowie, to nie widzę powodów, żeby tą złożoną konstrukcją operować w naturze. Autorzy, co by o tym nie powiedzieć, bezdyskusyjnie idealnych technicznie zdjęć. Nie piszą jednak ile napsuli filmów, a jest to kwestia w naszej szerokości geograficznej nie bez znaczenia.


  Światło lampy błyskowej jest nienaturalnie silne i szczególnie w przypadku małych obiektów a do tego o błyszczącej powierzchni stwarza poważny problem z kontrastem. Otrzymujemy "wypalone" zdjęcia, często prezentowane w galeriach "makro". Oczywiście siłę błysku można regulować, jego kąt itd. Super, ale w studio. W plenerze zwykle nie ma czasu. Nie znaczy to, że zdjęcia z definicji nie wyjdą. Jest wiele przypadków, dla których ten rodzaj oświetlenia jest wręcz idealny. Zresztą myślę, że wiecie dobrze o co chodzi. Ważniejszą dla mnie sprawą jest dobry statyw (mały, np. Manfrotto typ 190) z głowicą kulową, która szybko pozwala na zmianę ustawienia. Przy świetle zastanym i czułościach 200 - 400 ASA można przy użyciu tego statywu bez problemu zrobić ostre zdjęcia makro przy czasach 1 - 1/15s. Dlatego flesz jest rzeczą mniej niezbędną niż dobry, mały i lekki statyw. Jeśli na to pozwala kieszeń (dosłownie) lepiej w nią wsadzić małe lusterko (np. 4 x 5 cm) i niekiedy - jak czas pozwoli - doświetlić fotografowany obiekt.


  No i na koniec nieco o tym, jak fotografia cyfrowa ułatwia pracę z makrofotografią. Wiem, że niektórzy mogą powiedzieć: fotografia cyfrowa nie ma duszy i jest to bajer. Ale sam pamiętam jak zamienialiśmy kiedyś suwak logarytmiczny (ktoś pamięta co to?) na kalkulator!
Po pierwsze mamy błyskawiczny podgląd właśnie na efekt zastosowanego oświetlenia i sprawdzenia ostrości. Dla mnie jednym z największych udogodnień jakim jest możliwość szybkiego sprawdzenia kompozycji i efektu jest to, jak wygląda tło. Wielokrotnie, oglądając nawet najbardziej szczegółowo negatyw, okazywało się, że dopiero po powiększeniu coś tam w tle nie grało. Jakieś odbłyski, śmieci itp. Pomijam kwestię retuszu i poprawy gradientu, kontrastu, nasycenia itd. Wierzcie lub nie, ale nawet bez wyostrzania w programie komputerowym ostrość jest rewelacyjna. Jest to efekt bezpośredniego zapisu obrazu na matrycy bez konieczności przenoszenia obrazu z negatywu na pozytyw przez kolejny obiektyw. Jeśli zapisać obraz w trybie RAW (bez kompresji stratnej) to informacje tam zapisane pozwalają na dalszą obróbkę tak, jakbyśmy zmieniali np. czułość filmu bez żadnej straty kontrastu i wzrostu ziarnistości. To nic, że 3-krotnie niedoświetlimy zdjęcie. Bez trudu można to skorygować bez żadnej utraty jakości. Pliki RAW nazywane są czasem cyfrowym negatywem. Dostępne są jednak w droższych aparatach, z reguły w lustrzankach.

zdjęcie 7

  Jedyną zmorą lustrzanek cyfrowych z wymienną optyką jest pokrywanie się kurzem powierzchni matrycy. Efekt dla przykładu załączam na zdjęciu 7. Oczywiście można to usunąć komputerowo, ale to mrówcza robota. Ja w moim Fuji S2 myję matrycę raz w miesiącu (po ok. 1000 zdjęciach) czystym etanolem spożywczym naniesionym na przyciętą nożyczkami na wymiar matrycy kawałek chusteczki jednorazowej przyczepionej do zapałki cienki drucikiem. Pomimo różnych strachów, matrycy jak na razie to nie szkodzi, a wprost przeciwnie. Chyba, że wpadnie w nałóg. No i na koniec jeszcze jedna super wygoda użycia cyfrówek. Balans bieli. Umożliwia on robienie zdjęć w domu, przy użyciu zwykłych żarówek. Jeśli ustawi się na drodze lampy biurkowej i obiektu kawałek firanki mamy bardzo miękkie światło, dające idealnie naturalne oświetlenie. W ten sposób można robić martwą naturę, czy rośliny i inne mało ruchliwe obiekty. Bez żadnych studyjnych bajerów.

 

O autorze :

Z zawodu jestem chemikiem analitykiem, pracownikiem naukowym Politechniki Krakowskiej. Połączenie entomologii i fotografii uważam za najlepsze wiązanie nie chemiczne. Nazbierało mi się już sporo lat (rocznik 54). Mieszkam w Wieliczce koło Kopalni Soli. Przez wiele lat należałem do Związku Polskich Fotografików Przyrodniczych , ale na razie jestem na urlopie ze względu na brak czasu. Większość zdjęć owadów, które można znaleźć na mojej stronie: www.grochowalski.pl pochodzi z domowych zakamarków. Są lub były lokatorami zaproszonymi lub nie, ale i te ostatnie traktuję z należytym szacunkiem - jak na artystów przystało.
Fotografuję Nikonem F90X, ale ostatnio prawie wyłącznie Fuji FinePix S2 pro.

Adam Grochowalski



Jeśli używasz uzywasz ciekawego sposobu fotografowania motyli, to zapraszamy do przesłania na email jego opisu - zostanie on umieszczony pod tym artykułem.
Można też nadsyłac wszelkiego rodzaju porady i spostrzeżenia dotyczące tego tematu.

Istnieje też temat forum poświęcony temu działowi - jesli chcesz coś dodać do treści, lub wyrazić swą opinię, to możesz to zrobić właśnie tu :

Forum -> Komentarze do poszczególnych działów -> "Fotografowanie motyli"

 


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl lightbrown
Polskie Towarzystwo Entomologiczne [  motyle.info : Fascynacja - Wiedza - Ochrona  ]

    Portal pod patronatem Sekcji Lepidopterologicznej Polskiego Towarzystwa Entomologicznego
 
Warto odwiedzić: Tominex, Invitrogen.
statystyka